iersensy.serwis

Temat: SCHOWEK POD OKNEM....czekam na pomysly ;)
misiulka a może jakąś fotkę tej wnęki zamieścisz i ogólnego rzutu kuchni to będzie łatwiej...
wydaje mi się że na zamówienie dostaniesz każdy rozmiar i środek w zależności od potrzeb

kosz - w pobliżu okna ? jakoś mi nie pasuje...

a może półki na książki? ostatnio widziałam w programie Ewy Wachowicz taką półkę w kuchni, super wkomponowana w całość wystroju..
http://www.teleman.pl/programy/ewa-gotuje/zdjecia.html
Źródło: dzidziusie.fora.pl/a/a,634.html



Temat: Pyszne programy
Pyszne programy

Gotowanie na ekranie jest w Polsce coraz modniejsze, choć daleko nam jeszcze do kulinarnego szału w Wielkiej Brytanii


W Polsce każda z dużych stacji telewizyjnych ma już swojego eksperta od kulinariów i program poświęcony gotowaniu.

TVP2 zachęca widzów do kulinarnych podróży z Robertem Makłowiczem (jego program, wg. AGB Nielsen Media Research oglądało w marcu średnio ponad 2 mln. 100 tys. Polaków). Mistrzem kuchni Jedynki jest Karol Okrasa. W TVN można pogotować z Pascalem Brodnickim (średnia oglądalność marcowa - ponad 1mln. widzów). W kuchni Polsatu prym wiedzie Bożena Dykiel przy wsparciu Kurta Schellera (oglądalność od ponad 300 tys. do ponad 1 mln.). Porady kulinarne serwuje swoim widzom nawet telewizja Trwam.

Polscy mistrzowie kuchni zapraszani są do talk showów, które urozmaicają ekranowym pichceniem. Od jesieni ubiegłego roku prawdziwym rajem dla tych, którzy lubią gotować i dobrze zjeść jest Kuchnia.tv - kanał telewizyjny spółki Canal + cyfrowy. W TVN Style swe sekrety z notesu kulinarnego zdradza Marta Gessler i aktor Robert Moskwa.

Kuchnia.tv i TVN Style stały się równiez polskim oknem na kulinarny świat. Można tu oglądać słynne programy Marthy Stewart Living, a także kulinarne show Nigelli Lawson czy Jamiego Olivera. Programy kulinarne to nie wszystko. Prowadzący je wydają również książki kucharskie, poradniki, a w internecie można znaleźć strony niektórych z mistrzów kuchni.

Goście muszą być

Gotowanie na ekranie od dawna nie jest zwykłą realizacją przepisu. To już pełnoprawne, telewizyjne show, z własnym scenariuszem.

Robert Makłowicz w swych "Podróżach kulinarnych" gotuje w różnych zakątkach świata, dodając do potraw nie tylko przyprawy, ale także anegdoty dotyczące obyczajów kulinarnych miejsca, z którego nadawany jest program. Widz ma szansę zanotować przepis, ukazujący się zawsze w części ekranu.

"Pascal: po prostu gotuj" oparty jest na licencji angielskiego kulinarnego show Jamiego Olivera, nie przeszkadza to jednak Brodnickiemu, jak sam przyznaje, wprowadzić do niego "własnego stylu gotowania". Na początek zaprasza swoich widzów na zakupy. Rytuał kulinarny przeprowadza w swoim domu. Prywatnym akcentem, budzącym sympatię widzów, jest piesek Klusek. Widz ma możliwość wspólnego gotowania z Pascalem, gdyż składniki niezbędne do przyrządzenia potrawy, podawane są na internetowej stronie programu, z wyprzedzeniem. Uwieńczeniem popisów kulinarnych jest wspólne jedzenie z zaproszonymi gośćmi, często popularnymi aktorami, muzykami, sportowcami.

Karolowi Okrasie i aktorce Bożenie Dykiel goście ich programów nie tylko pomagają w konsumpcji, ale i przygotowaniu potraw.

Kulinarne duble

W telewizji gotuje się szybko, sprawnie, czysto, bez komplikacji i co najważniejsze wszystko się udaje, a potrawy zawsze prezentują się znakomicie.

I choć z pewnością kamera nie wszystko rejestruje, a i na stole montażowym z nagranego materiału wyciąga się jedynie esencję smaku, to jak twierdzi Pascal Brodnicki: - Wszystko jest kwestią praktyki, organizacji i dążenia do perfekcji. W jego programie, na przykład, jedynie dwa razy musiał przepis ponownie wykonać i to z przyczyn czysto estetycznych. Choć potrawa się udała, nie wyglądała dość ładnie. A widz przecież w atrakcyjność przepisu musi uwierzyć kierując się paradoksalnie zmysłem wzroku a nie smaku.

Również Robertowi Makłowiczowi potrawy właściwie zawsze się udają. Jak przyznaje jednak Ewa Wachowicz, której firma realizuje "Podróże kulinarne", duble bywają konieczne. Gdy jednak dania wykonywane są z drogich i trudno dostępnych składników, mistrz ceremonii jest w stanie przygotować potrawę bez powtórzeń. Generalnie każda potrawa gotowana jest raz, a jedynie niektóre etapy w przypadku dań szczególnie skomplikowanych, są przygotowywane osobno. Dodatkowym utrudnieniem w przypadku "Podróży kulinarnych Roberta Makłowicza" jest częste gotowanie w warunkach polowych. - Pogoda nie jeden raz namieszała nam w garach i szybko trzeba było przemieścić się w inne miejsce i gotować zupełnie coś nowego. Bywało też, że dzielnie cała ekipa mokła, marzła a Robert wieńczył swoje dzieło - zdradza tajniki kuchni Makłowicza Ewa Wachowicz. I dodaje: - Nad Morskim Okiem gotowaliśmy przy minus 25 zamarzła pietruszka, zamarzł pstrąg, a na dodatek w takiej postaci, że trudno było umieścić go na patelni.

Atrakcyjne fabuły programów kulinarnych sprawiają, że ich odbiorcami coraz częściej są nie tylko gospodynie domowe. Walor edukacyjny kulinarnych show obowiązkowo już wzbogacany jest o element rozrywkowy. Dlatego chętnie oglądają je całe rodziny.

Programy kulinarne to jednak nie tylko jeden z elementów ramówki, to promowanie pewnego stylu życia, kultury dobrego jedzenia ale i przyjemności gotowania. Kuchnia nie jest już miejscem przeklętym, a przyrządzanie potraw może być frajdą. Wystarczy mieć w kuchni telewizor.

gazeta.pl
Źródło: cafemirenium.kylos.pl/viewtopic.php?t=12059


Temat: Zwierzęcy obóz koncentracyjny w schronisku
Psy katowane przez sadystycznych pracowników na śmierć. Zwierzęta wyją z głodu, bo karmi się je śmierdzącą breją, której nie są w stanie przełknąć. Przez całą dobę stoją w cuchnącym błocie albo marzną w wilgotnych, nieogrzewanych klatkach.

Słabsze osobniki wrzuca się do kojców z niebezpiecznymi mieszańcami, które w kilka sekund rozszarpują je na strzępy - w ten sposób oszczędza się na zastrzykach usypiających.

Taki obraz schroniska dla zwierząt w gdańskich Kokoszkach przedstawili dziennikarzowi "Nowy Dzień" byli pracownicy oraz ochotnicy pomagający w tej placówce. Opowiedzieli to nam, bo nie mogli dłużej patrzeć na cierpiące zwierzęta, a władze miasta są głuche na ich alarm.

Jedną z tych osób jest 25-letnia Elżbieta Klempa, która do listopada była w schronisku sanitariuszką. - Po każdym dniu pracy wracałam do domu z płaczem. Nie mogłam już dłużej patrzeć, jak katują tam zwierzęta, nie dają im normalnie zjeść przez trzy dni. To było ponad moje siły - opowiada.

- Te wybiedzone psy są doprowadzone do granicy szaleństwa - dodaje Dorota Bogumił, ochotniczka, która w wolnym czasie pomaga w schronisku, sprząta, karmi zwierzęta. Jest wuefistką w szkole średniej. Czasami z własnej kieszeni kupuje wygłodniałym zwierzętom jedzenie.

Prywatny dozorca oszczędza

W styczniu schronisko na gdańskich Kokoszkach trafiło w prywatne ręce. Żyje w nim około 400 psów i 150 kotów. Zarządca wygrał przetarg ogłoszony przez miasto, bo zadeklarował najniższą cenę. - W praktyce oznacza to, że psy jedzą śmierdzącą breję przypominającą wymiociny. Są w niej zmielone kości, zepsute kiełbasy i chleb zalane surową wodą - mówi Dorota Bogumił.

Mariusz Dewo, zarządca schroniska, potwierdza, że wszystkie produkty, z których robi się jedzenie, są przeterminowane. Ale nie widzi w tym nic złego, że niektóre towary śmierdzą. - Jak się gotuje obiad w domu, to też czasem śmierdzi - tłumaczy.

Zapewnia, że w jego schronisku nikt nie bije zwierząt i są one traktowane po ludzku. A opiekująca się placówką lekarka weterynarii Anna Weiler dodaje, że nagonkę urządziły organizacje praw zwierząt, bo przegrały przetarg na prowadzenie schroniska.

Tymczasem w lokalnej prasie w Gdańsku było ostatnio głośno o katowaniu psów przez pracownicę Ewę K. Wolontariusze mówią o niej, że to sadystka. - Po pijanemu chwaliła się, że sterylizuje zwierzęta. Rozerwane, krwawiące po takich zabiegach, lądowały w chłodni - opowiada Elżbieta Klempa.

Zwierzęta "likwidowała" też zatrudniona Anna Weile. - Kiedyś lekarka wyciągnęła z kartonu kotkę całą w odchodach. Powiedziała, że ją uśpi, bo jest chora. Zapytałam: "Na co?". Usłyszałam: "Na chorobę obozów koncentracyjnych" - dodaje Elżbieta Klempa.

Pod wpływem mediów Ewę K. zawieszono w pracy za znęcanie się nad zwierzętami.

Białe kafelki biurowca

Schronisko dostaje od miasta co miesiąc 45 tys. zł, z czego aż 10 tys. kosztuje utrzymanie biurowca. Na 600 mkw. pracują trzy osoby. Piętro z elegancką salą konferencyjną jest nieużywane. Pracownicy mają nowoczesną windę. W luksusowej łazience lśnią białe kafelki, są różowe ręczniki.

Zdaniem Zofii Białoszewskiej ze schroniska we Wrocławiu za 45 tys. nie można nawet porządnie nakarmić zwierząt.

Władze Gdańska utrzymują, że schronisko to duma miasta. - Kosztowało prawie 6 mln zł. To jedno z najnowocześniejszych schronisk w Europie - chwali Brandt.

Komentuje Ewa Gebert, prezes Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt "Animals"

Od wielu miesięcy alarmujemy władze Gdańska, że w miejskie schronisko to zwierzęcy obóz koncentracyjny. Jeśli wiceprezydent Gdańska jest człowiekiem honoru, powinien już dziś złożyć dymisję. A jego przełożony - natychmiast wypowiedzieć panu Dewo umowę. Ten horror w Gdańsku to ostrzeżenie dla wszystkich gmin w Polsce, aby nie oddawały schronisk w prywatne ręce na zasadzie: im taniej, tym lepiej. To wielka hańba.

zrodlo : gazeta.pl
Źródło: antyforum.pl/viewtopic.php?t=777